wtorek, 11 września 2012

Lovin. - Louis!

- Tylko pamiętaj kochanie. Masz dzwonić przynajmniej raz na trzy dni. I koniecznie zadzwoń jak dojedziesz. - mówiła z troską mama, kiedy zawoziła mnie na peron. Te wakacje spędzę u ciotki, w małym, spokojnym miasteczku. Niby każda dziewczyna w wieku siedemnastu lat wolałaby spędzić lato w mieście, na imprezowaniu i spotykaniu się ze znajomymi. Ale nie ja. Moja osoba jest raczej spokojna i trochę skryta w sobie. Piątkowe i sobotnie wieczory, zazwyczaj spędzam w domu z bliskimi przyjaciółmi albo w jakiejś przytulnej knajpce, której daleko do zakrapianego dużą ilością alkoholu klubu z głośną muzyką, schlanymi w trzy dupy napalonymi facetami i totalnymi tapeciaro-plastikami. Przepraszam, ale to nie mój klimat. Jestem tolerancyjna, jednak do pewnego momentu. W każdym razie, przez najbliższe dwa miechy będę bardzo daleko od tego.

Weszłam do pociągu i zaczęłam szukać jakiegoś wolnego przedziału. Po kilku minutach znalazłam wolne miejsce. W przedziale siedziała tylko jedna osoba. A mianowicie chłopak. Trochę wyższy ode mnie, w miarę dobrze zbudowany, niebiesko - zielone oczy i ciemnobrązowe włosy. Jednym słowem - ciacho!

- Czy tu jest wolne? - zapytałam niepewnie.
- Tak, jasne. - odpowiedział z uśmiechem. Boże, co za uśmiech. Mogłabym na niego patrzeć wiecznie. Usiadłam na swoim miejscu i wyjęłam telefon. Napisałam ciotce, że za kilka godzin dojadę. Dyskretnie zerknęłam na cud - chłopaka siedzącego naprzeciwko mnie. Miał słuchawki w uszach, zamknięte oczy, a głowę opierał o szybę. Wyglądał tak słodko. Nie mogłam się tak gapić na niego, bo wyszłabym na jakiegoś świra. Wyjęłam więc książkę i próbowałam ją czytać. Niestety, była ona okropnie nudna. Westchnęłam głęboko po czym wyjęłam ołówek z torby żeby bazgrolić coś z tyłu książki. Zawsze tak robiłam. Totalnie bezsensowne zajęcie. W pewnym momencie złamał mi się ołówek. Niestety, nie miałam temperówki.

- Fuck! - przeklnęłam pod nosem.
- Co się stało dziewczyno, której imienia nie znam, ale mam nadzieję, że je zaraz poznam. - zapytał ze śmiechem.
- (t. im). Iiii.. ołówek mi się złamał. - odpowiedziałam patrząc na zepsutą rzecz z widocznym smutkiem.
- Jestem Louis, a twoje imię jest bardzo ładne. - odpowiedział bardzo miłym głosem. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo zwykle nie lubiam komplementów, a tym razem.. Resztę podróży przegadaliśmy. Louis jest zabawnym i mega zwariowanym chłopakiem. Śmialiśmy się co chwilę dosłownie z niczego. Polubiłam tego gościa. Ale potem nadszedł czas żeby się pożegnać. Musiałam wysiąść, bo dojechaliśmy do New Castlle. Miasteczka, w którym mieszka ciotka Ellen. Pożegnałam się i pocałowałam Lou w policzek.

* Po wakacjach. Październik.*

Szkoła, szkoła i jeszcze raz totalna męka. Ale dobrze, że pojutrze mam urodziny. Już osiemnaste. Nie jestem tym szczególnie podekscytowana. Czuję się neutralnie z tą świadomością. A teraz z innej beki. Ostatnio moja kumpela załatwia dwa bilelty VIP na koncert jej ulubionego zespołu - One Direction. Z raz ich w necie widziałam. Ale nigdy nie słuchałam.

*Dzień koncertu*

Ubrałam się szybko, bo kumpela bała się, że nie zdążymy. A na koniec okazało się, że musiałyśmy czekać godzinę. Ona cały czas trajkotała, że zobaczy Zayna. On bardzo jej się podoba. Nie powiem, ładny to on jest. Ale na pewno nie w moim typie. Wreszcie na scenę, pięciu gości. Blondyn, Loczek, Zayn czy jak mu tam, jakiś jeszcze inny, a na końcu wszedł chłopak w koszulce w paski i czerwonych rurkach. Zdziwiłam się, bo to był Louis. Ten, z którym siedziałam w jednym pociągu kilka miesięcy wcześniej. Cały koncert słuchałam jego pięknego głosu z totalnym niedowierzaniem. Po koncercie poszłyśmy za kulisy. Z daleka usłyszałam znany mi głos.

- (t. im)? To ty, czy mi się wydaje? - powiedział Lou podchodząc i mierząc mnie wzrokiem.
- Cześć Louis. Nie mówiłeś, że jesteś.. no wiesz, sławny. - odpowiedziałam.
- Yy, byłem pewny, że jesteś tego świadoma. Ale chyba się myliłem. No tak, to by wyjaśniało fakt, że wtedy nie piszczałaś. - zastanawiał się Lou.
- To wy... się znacie? - odezwała się moja kumpela.
- Tak, poznaliśmy się... kiedyś. - odpowiedziałam.
-I nic mi o tym nie wiadomo?! - wkurzyła się (im.t.k.).
- Bo to trochę długa historia.. - wyjaśniał Lou.

Dziewczyna była trochę zmieszana tą sytuacją. Wzięłam ją za rękę i poszłyśmy poznać resztę chłopców. Bawiliśmy się z nimi świetnie, ale potem musiałyśmy się zbierać. Umówiłam się z Luoisem na jutrzejszy wieczòr. Randka? Chyba można tak to nazwać.

*Na drugi dzień*

Dochodziła 18., ja szykowałam się na spotkanie z Lou. Założyłam swoją ulubioną czarną koronkową sukienkę i do tego czarne baleriny z ćwiekami. Wzięłam jeszcze delikatnie różowy sweterek zapinany na guziki i torebkę po czym wyszłam z domu. Mieliśmy się spotkać w parku, na "Nocy spadających gwiazd". Nie mogłam się już doczekać. To chyba będą moje najlepsze urodziny w życiu. Kiedy dotarłam w umówione miejsce, czekał na mnie rozłożony koc. Podszedł do mnie Lou.

- Pięknie wyglądasz. - powiedział melodyjnie.
- Dziękuję. - odpowiedziałam siadając na kocu.
- Wszystkiego najlepszego! - powiedział Lou i moim oczom ukazała się mała babeczka z kolorową posypką, a na niej świeczka. Pomyślałam życzenie i zdmuchnęłam ją. Chłopak się uśmiechnął, a ja dłożyłam talerzyk i położyłam się. Lou zrobił to samo. Po dłuższej






 chwili ciszy odezwałam się.
- Mam pytanie. Dlaczego nie powiedziałeś mi wtedy o zespole i o tym kim jesteś?
-  Szczerze? Bo wtedy traktowałabyś mnie inaczej. A tak poznałaś najpierw prawdziwego Louisa. Nie tego Louisa Tomlinsona z 1D. Rozumiesz, prawda? - spojrzał na mnie tymi swoimi głebokimi oczami.
- Tak, rozumiem. Polubiłam cię, wiesz? - posłałam mu szczery uśmiech.
- Ja ciebie też polubiłem. Od naszego spotkania.. myślałem o tobie każdego dnia. Nie wiem czemu, ale to może się wydać głupie. Po prostu tego byłem n siebie zły, że nie wziąłem od ciebie numeru telefonu albo czegokolwiek.
- Ale jakimś cudem się spotkaliśmy. Możliwe, że dzięki mojej zwariowanej koleżance. - położyłam głowę na jego ramieniu. On... pocałował mnie w czoło. Spojrzałam na niego. Czułam coś w sercu. Nie wiem co, ale to było takie fajne ciepełko. Nasze twarze zbliżały się do siebie coraz bardziej. Po chwili nasze usta złączyły się w pocałunek, który był spełnieniem mojego urodzinowego życzenia.









Imagin z Lou, zaliczony! To coś zboczone miało być niespodzianką, ale niestety Gitana nie potrafi dochować tajemnicy xD Ja w każdym razie nie będę nic więcej zdradzała. Proszę o szczere komentarze ;)

Lovin.

Harry II ~Gitana ♥

Hello. :3
Dzisiaj króciutki imagin z Hazzą. Z tego co wiem to Lovin szykuje dla was w najbliższym czasie coś... Coś zboczonego. ;D

"NUDA. Jakaś nędzna komedia romantyczna z beznadziejną fabułą i sala obściskujących się par. Harry jednak nie miział się z Sonią, czego ona oczekiwała.W sumie cieszę się z tego. Nadal mam nadzieję, że jednak przestanie się do niej zalecać. W końcu jej nie kocha, robi to dla niej, by poczuła się lepiej... Stop! Nie mogę tak myśleć. Jestem podła. Kocham nieodpowiedniego chłopaka. Najgorsze jest to, że on też mnie kocha, ale musiałabym zranić moją najlepszą przyjaciółkę, żeby z nim być... Narobił jej tyle nadziei, kocha go, ale nie dziwię się. W końcu Harry to... Ach. No i przecież on jest pierwszym chłopakiem, który się nią zainteresował. Dobrze, że nie wie co się dzieje za jej plecami, bo wtedy..." - rozmyślałam tak na kanapie, ale z zadumy wyrwał mnie Harry, który przestraszył mnie lekko stukając mnie po ramieniu. Skarciłam go wzrokiem, ale on tylko dał mi buziaka w czoło na przeprosiny za ten niewinny wybryk i przysiadł się do mnie. Oczywiście nie obyło się bez objęć.
-Nie myśl o tym – szepnął do ucha. Przeszły po mnie ciarki. Jego ciepły głos zawsze przysparzał mnie o dreszcze – Kocham cię.
-Więc czemu robisz jej nadzieje? Wiesz jak cię znienawidzi i nic sobie z tego nie robisz. Nie obchodzą cię jej uczucia? - spojrzałam na niego z miną "jak możesz, draniu?!", co go wprawiło w niemałe zakłopotanie.
-To nie takie łatwe. Jak mam powiedzieć jej, że nic do niej nie czuję tak, żeby nie bolało?
-Na to chyba już za późno... -Wtuliliśmy się w siebie jeszcze bardziej. Siedzieliśmy tak jakiś czas zamyśleni. W końcu jego blade dłonie się ocknęły i powędrowały w stronę mojej koszulki, gdzie zajęły się guzikami.
-Żartujesz, prawda? - jego ciało odpowiedziało przecząco. Siedziałam nieruchomo przyglądając się Harry'emu.
W końcu zaczął mnie całować po szyi, co zawsze mnie poruszało. Moje dłonie odruchowo znalazły się pomiędzy loczkami, a Harry nie przestawał całować, natomiast zjeżdżał coraz niżej. Nie zaprzeczę, że mi się to nie podobało. Moje wyrzuty sumienia uciekły, a ich miejsce zajęło podniecenie. Przestałam myśleć o Sonii, bo nawet on się tym nie przejmował, przynajmniej nie teraz, kiedy zajął się moją bielizną. Nie było mu chyba wygodnie, bo pchnął mnie na kanapę tak, że leżałam na plecach.
Emocje wzięły nad nami górę. Wszystko działo się tak szybko. Pamiętam tylko niesamowite uczucie jego w sobie, namiętne jęki oraz jego wilgotne od potu włosy. Ale kiedy gorące myśli miotały się w naszych głowach, tylko jedna się nasilała- chcę go mieć na zawsze.

Leżeliśmy więc prawie nadzy na kanapie wpatrując się w sufit. Nie mówiliśmy nic, wystarczała nam nasza obecność.Nasze oddechy były niespokojne, ciała mokre, a myśli nadal kosmate. Jednak daliśmy sobie już spokój. Harry połaskotał mnie po brzuchu, wyrywając mnie z zadumy, bo wyrzuty sumienia znów powróciły. Podejrzewałam, że seks to terapia na wyrzuty sumienia, pewnie jemu się spodoba.
-Nie martw się. Jakoś to będzie – spojrzałam na niego z czułością – Pamiętaj, że nikogo tak nie kochałem jak Ciebie- i znów pocałował mnie w czoło...




poniedziałek, 10 września 2012

Zayn I ♥ ~Gitana

-Nie jest ci za gorąco? - spytał czułym głosem Zayn. Nie troszczył się, po prostu egoista miał ochotę mnie rozebrać. Widziałam to w jego oczach.
-Nie będziesz nigdy aktorem, twój wzrok zdradza wszystko – odpowiedziałam luźno.
-Ewentualnie możemy zagrać razem w filmie, niekoniecznie w telewizji czy kinie. Jeśli wiesz, co mam na myśli...
-Wiem, wiem, Zayn. Mój ty uroczy zboczuszku. Masz pewność, że sprawdzilibyśmy się w tych rolach?
-No nie wiem. Może mały casting? - parsknęłam na to śmiechem, chociaż propozycja nawet mi się spodobała.
-Oj, przestań. Jest środek dnia, nie możemy się kochać o 13. Zwłaszcza, że nie jesteśmy u siebie – w tym momencie uświadomiłam Zaynowi, że jesteśmy w mieszkaniu Hazzy, który pozwolił nam korzystać z mieszkania podczas remontu naszego.
-Ale Harry'ego tu nie ma. Za to jesteśmy my dwoje... - Zayn się zbliżył, by dać całusa. - Słodka Ann .
-Ale Harry może przyjść w każdej chwili. Wyszedł jakąś godzinę temu na "pół godzinki" do Liama, czyli powinien być za jakiś czas.
-Czemu się tak bronisz, hm? Nie daj się prosić.
-Nie bronię, daj spokój. Po prostu martwię się o Harry'ego. Wyobrażasz sobie jego minę i stan psychiczny kiedy nas zobaczy w swoim łóżku? - dzielnie się trzymałam swojego zdania.
-Przecież nie musimy tego robić w łóżku... - uśmiechnął się zawadiacko Zayn i wzrokiem wskazał na drzwi do łazienki.

Pomysł przypadł mi do gustu i objęłam Zayna wokół szyi. Ten mnie gorąco pocałował i wziął na ręce. W mig znaleźliśmy się w łazience. Mój kochaś nie miał sił, by trzymać mnie na rękach cały czas, więc posadził mnie na umywalce. Mógł być subtelniejszy, bo trochę się poobijałam, ale w sumie mi to już nie przeszkadzało, bo wiedziałam cóż za rozkosz mnie czeka. Po namiętnych pocałunkach chłopak oderwał się na chwilkę by odkręcić wodę i natychmiast wrócił. Starałam się rozebrać Zayna, ale zniecierpliwiony tylko zrzucił moje szorty i bieliznę. Szybko stęskniłam się jednak za jego ustami, więc go pocałowałam, jednak nie mogłam się oderwać od jego cudownych ust.
Moglibyśmy tak igrać ze sobą cały czas, ale ocknęła nas woda wylewająca się z wanny. Emocje chyba zawładnęły Zaynem, bo zamiast zakręcić wodę podniósł mnie i rzucił się ze mną do wanny, powodując jeszcze większą powódź w łazience. Ale kto by o tym myślał? Obaj byliśmy napaleni, więc nie zastanawialiśmy się o tym, co się dzieje wokół, po prostu byliśmy zajęci sobą. Muszę przyznać, że w wodzie Zayn o wiele lepiej się sprawuje niż w łóżku. Przynajmniej początek był dobry. Krzyczałam z zachwytu, tymczasem nagle usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi:
-Annie! Wszystko okej?! - krzyczał zmartwiony krzykami Harry. Zdziwieni i wystraszeni wyskoczyliśmy z wanny i rzuciliśmy ręczniki na mokrą podłogę. Owinęłam się ostatnią sztuką, a Zayn nagi stał w kącie łazienki.
-Tak! Hahaha! – nie mogłam się powstrzymać od śmiechu, Zayn był wystraszony jak nigdy, a jego mina była przezabawna – Tylko... Em. Zaraz wyjdę! Hahaaha!
-Na pewno dobrze się czujesz?- zapytał zaniepokojony moimi śmiechami Hazza. Wytarłam się szybko, założyłam szlafrok i podeszłam do drzwi. Za plecami usłyszałam tylko głośne "plusk", gdy się odwróciłam Zayn pokazywał mi rękoma, żebym się nie przejmowała, a on się "schowa" pod wodą. Otworzyłam więc drzwi i przywitał mnie przerażony chłopak, który na mój widok od razu zalał się rumieńcami.
-Ja... Zasnęłam w wannie i... Mała powódź. Szybko się posprząta – obiecałam. - W sumie podłoga jest już sucha, widzisz? - wskazałam na łazienkę.
-O, to znakomicie, bo wracam od Liama i... Muszę do łazienki – Harry przemknął obok mnie do środka i zamknął drzwi, a ja zaniemówiłam. Po sekundzie usłyszałam:
-Co to do... Zayn?!
-Harry! Co ty tu robisz? - dalej było słychać jakieś przekrzykiwania, niewiele pamiętam, bo tarzałam się ze śmiechu. Po chwili wyszedł zezłoszczony na nas Harry i zawstydzony Zayn w ręczniku. I tak zakończyła się nasza nawet nie zaczęta podwodna przygoda.





Hello. Tu Gitana- fanka Shakiry i kochanka Gerarda Pique. :3

Wolę pisać zboczone imaginy, więc spodziewajcie się w następnych troszkę pikantniejszych scen. Tutaj niestety Harold się wpieprzył niespodziewanie. Następnym razem go nie będzie i wszystko dojdzie do skutku, mam nadzieję. XD

Lovin. - Harry. :3

Czy znam definicję szczęścia? Może tak, może nie. Szczęściem jest dla mnie chłopak z burzą brązowych loków na głowie, zielonymi oczami i słodkimi dołeczkami w policzkach podczas śmiechu. Czy ja patrzę tylko na wygląd? Nie zawsze. Częściowo. Ale zacznę od początku. Tamtego wieczoru wyszłam na balkon żeby podlać moje cudowne roślinki. Powąchałam delikatnie różowe kwiaty. Tak, ten zapach jest cudowny. Po podlaniu kwiatów, usiadłam na leżaku. Włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam przeszukiwać playlistę. Ale z racji tego, że na niebie był księżyc w pełni, zdecydowałam się na Talking To The Moon. Bardzo piękna i wzruszająca piosenka. Wtuliłam się w poduszkę i spojrzałam w górę. Myślałam o wszystkim i o niczym. Z tych przemyśleń wyrwał mnie mój przyjaciel - Harry. Wyjęłam słuchawki z uszu i spojrzałam na niego. Położył się na drugim leżaku. Uśmiechnął się do mnie tak cholernie słodko.

- Zimno mi. Harry, mogę się przytulić? - spytałam z lekkim uśmiechem.
- Jasne, chodź. - odpowiedział z widocznym zacieszem.
- Dzięki ;3 - powiedziałam i usiadłam przy nim. Hazz mnie obiął i tak sobie leżeliśmy. Poczułam takie fajne ciepło w sercu. Wtuliłam się w niego bardziej.
- Ale ci serce szybko bije. - powie
działam śmiejąc się.
- Wiem. Za to u ciebie spokojnie.
- Skąd wiesz?
- Kochana, leżysz na mnie.
- Co do leżenia, wygodny jesteś. - zaśmiałam się.
- Uhm, dzięki. Wiesz, że czuję się teraz jak mały chłopiec z ulubionym pluszakiem?
- powiedział ze śmiechem.
-Aww, bo jestem taka fajna?
- Noo, a i skromnością to ty nie grzeszysz.
- Oo, właśnie. Co do pluszaka. Zgubiłam gdzieś swojego miśka :c
- Przykro mi, nawet nie wiesz jak bardzo jestem tym zdruzgotany.
- A nie, ty go wywaliłeś przez okno :/
- To był wypadek :)
- Tak, jasne. Ale wracając do sprawy. Żeby zasnąć, muszę się do czegoś przytulić. A z racji tego, że "p.Koksik" został zamordowany w taki prymitywny sposób, tej nocy jesteś na mnie skazany. I nie obchodzi mnie czy tego chcesz czy nie.
- Oczywiście, że chcę. Ale jeśli znowu zrzucisz mnie z łóżka to jutro rano obudzisz się tutaj.
- Na serio? xD - Nie. Nie chciałoby mi się cb nosić w środku nocy. Tak, jestem leniem.
- Ale moim kumplem leniem. Kurczę, tej nocy znów nie będę mogła usnąć.
- Zaśpiewam ci Next To You. zaśmiał się.
- Spoko. Aa, spadająca gwiazda. Pomyśl życzenie, bo moje i tak się nie spełni. - powiedziałam siadając. - Już. - szepnął mi do ucha. Odwrociłam delikatnie głowę. Spojrzałam w jego błyszczące, zielone oczy. Nasze twarze zbliżały się do siebie. Chwilę potem nasze usta stworzyły delikatny pocałunek.
- Przepraszam. - powiedział Hazza.
- Nic się nie stało, idę... spać. Ciał. - uśmiechnęłam się. Weszłam do mieszkania i udałam się w stronę łazienki. Po krótkim czasie wyszłam z łazienki i położyłam się, ale nie mogłam zasnąć. Czemu mam takie dziwne uczucie? - myślałam.Po godzinie do pokoju wszedł Harry. Położył się obok.

*W środku nocy*

Cały czas myślę o tym pocałunku z (t. im). Nie wiem jakim cudem do tego doszło. Ale..tak jakby podobało mi się. Harry, co ty wygadujesz? Przecież jesteśmy przyjaciółmi, tylko przyjaciółmi. Właśnie, czy aby na pewno 'tylko'? Może już czas wyznać jej to co leży mi na sercu? W pewnym momencie dziewczyna się odezwała.

- Przytulisz mnie?
- No jasne. - uśmiechnął się i delikatnie ją przytulił.
- Dzięki. - odpowiedziała, a Harry pocałował ją w czoło.

*Rano*

Obudziłem się i zobaczyłem wtuloną we mnie (t. im). Pocałowałem ją we włosy, które pachniały brzoskwiniami. Przyglądałem się jej przez chwilę gdy nagle otworzyła zaspane oczy.

- Siema Haroldzie. - powiedziała przeciągając się.
- Hej śpiąca królewno. I jak się spało? - spytał śmiejąc się.
- Aaa, bardzo fajnie. Jesteś lepszy niż mój pluszak. - stuknęła go lekko w ramię.
- Hah, dzięki? -
- Spoko. - puściła do niego oczko.

*Po śniadaniu*

Stałam sobie i przeglądałam foty, które dodał kolega. Byłyśmy z kumpelami u niego 2 dni temu.

- Bosz, wyglądam jak idiotka na tych zdjęciach.
- Jakich zdjęciach? - zapytał Harry, który pojawił sie nie wiadomo skąd.
- Nieważne. - powiedziałam szybko. -
Pokaż!
- Nie! - krzyknęłam i schowałam tel. do kieszeni. Jednak Harry się nie posłuchał. Chciał mi wyjąć fona z kieszeni, ale mu się to nie udawało.
- Harry, weź przestań mnie obmacywać!
-Nie obmacuję cie, no weź pokaż te fotki. - szepnął mi do ucha. Poczułam jego oddech na mojej szyi, więc szybko wyciągnęłam fona z kieszeni. Ale Harry zamiast odpuścić.. rzucił telefon na fotel nie odrywając się od niej. Pocałował mnie delikatnie w szyję, a ja się odwróciłam i spojrzałam na niego.
- Ja... nie mogłem się powstrzymać. - powiedział cicho wbijając wzrok w podłogę. Przejechałam dłonią po jego policzku, a on podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Dlaczego? - spytała.
-Bo cię kocham. - odpowiedział spokojnym, ciepłym głosem.
- Co powiedziałeś?
- Że cię kocham. Ale tak na prawdę, bardziej niż przyjaciółkę. - dziewczyna zrobiła krok w tył. Po chwili już jej nie było. Uciekła? Nie to niemożliwe.

*Późny wieczór*

Harry kolejny raz próbował dodzwonić się do niej. Niestety, bezskutecznie. Martwił się o nią, bo było już ciemno. Stał zrezygnowany na balkonie, opierając się rękoma o balustradę z zamkniętymi oczami. Głowę miał spuszczoną w dół, bał się. Cholernie się bał o nią. Nagle dziewczyna się pojawiła. Stanęła obok niego i położyła swoją dłoń na jego dłoni. Chłopak otworzył oczy i na nią patrzył.Ona uśmiechnęła się, ale on odwrócił wzrok.

- Czemu uciekłaś? - spytał znowu wbijając wzrok w ziemię.
- Nie mam sensownego wytłumaczenia na to.
- Nie kochasz mnie, prawda? Inaczej byś nie uciekała.
- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. - odpowiedziała. W tym momencie Harry się zdziwił. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Nastaw
ił się na odrzucenie, a tu coś takiego. W środku cieszył się jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę. (t.im) wsunęła się między niego, a barierkę i oplotła go rękoma wokół jego szyi. Harry objął ją w talii i zbliżył twarz do jej twarzy tak, że stykali się czołami.

- Nie będziesz już na mnie zły? - spytała niewinnie.
- A ty będziesz moim kochaniem? - odpowiedział z uśmiechem na ustach. Dziewczyna pocałowała go czule, po czym powiedziała.
- Taka odpowiedź wystarczy?
- Zdecydowanie nie. - odpowiedział i pocałował ją bardzo namiętnie.






Hello, tu Lovin! Pierwszy imagin na tym blogu jest oczywiście z moim mędżem ;3 Jutro też coś dodam :) Syaa xD